NIELUKSUSOWE traktowanie u LUKSUSOWEGO fryzjera.

„Wiem,że lubisz sprawdzać nowe salony fryzjerskie. Jest taki na ul.Królowej Jadwigi nazywa się Studio M&M. 
Dwóch facetów to prowadzi ,wcześniej mieli salon w Wadowicach, ale wiesz, potrzebowali przestrzeni na rozwój i wybrali Kraków. Idź tam koniecznie bo szczerze mili i fachowi”- usłyszałam od znajomej.A ja lubię fachowe i miłe miejsca, 
bo to stosunkowa rzadkość.

Zadzwoniłam do Ani, mojej klientki i znajomej, z którą najczęściej testuję nowe miejsca.
Akurat miała włosy idealne do jakiegoś kreatywnego ścięcia.
Terminy były krótkie, więc umówiłyśmy się na kolejny dzień (koszt ścięcia to 120zł).
Zostawiłyśmy płaszcze, po czym Ania została poproszona do mycia włosów.
Po umyciu włosów, podszedł fryzjer, więc i ja podeszłam.
(Ania zgadza się na eksperymenty pod warunkiem,że jestem obok, ponieważ znam ją, jej szafę i to co lubi. Zwykle tak bywało,że fryzjerzy wysłuchali co Ania ma do powiedzenia, ja dodawałam kilka uwag, a fryzjer proponował swoją wizję i wszystko było jak być należy)
Zaledwie zdążyłam ustawić się tak, aby fryzjerowi nie przeszkadzać, kiedy z jego ust padło:
„Idź tam sobie usiądź” (a że fryzjer mówił niezbyt wyraźnie i nie patrzył na mnie
myślałam, że chyba coś powiedział do Ani, aby „lepiej usiadła” czy coś takiego..).
Otrzeźwiło mnie:”Może Ty weźmiesz nożyczki i będziesz obcinać? Nie lubię czyjegoś oddechu na plecach kiedy pracuję. Potrzebuję przestrzeni!”
I prawie w jednym ciągu usłyszałam: „To chociaż stań pod ścianą”
Powoli mój szok zaczął ustępować logicznemu myśleniu,
więc patrząc na niego szeroko otwartymi oczami spokojnie zapytałam:
„Czy my się znamy?” On na to”Nie. A co ? Obraża Cię to? ”
Pomyślałam sobie, że nie obraża mnie to, ale kiedy pan fryzjer wygląda na dobre 4 dekady i żyjemy w Polsce, a nie w Stanach i do tego słyszę pretensjonalny ton, a widzimy się pierwszy raz
i nie ma żadnego powodu aby tak na mnie nie naskoczył, to chyba coś jest nie tak.
Odruchowo pomyślałam, klepnę Anię w ramię i powiem: „chodźmy stąd””,
jednak uświadomiłam sobie, że ma mokre włosy, zachrypnięte gardło i nie chciałam aby
się zaziębiła.
W międzyczasie Ania próbowała powiedzieć fryzjerowi, że czuje się pewniej kiedy jestem.
Atmosfera była tak napięta,że Ania roztrzęsła się na dobre.
Ja stałam wmurowana wysłuchując monologu rozpalonego fryzjera,
który przerwała moja klientka wstając z fotela i dziękując za usługę.
Pan fryzjer szybko znikł na tyłach salonu i nie pokazał się do naszego wyjścia.
Wyszłyśmy zszokowane z tego tzw. „dobrego” salonu.
W sumie „artyzm” fryzjerski- jak z moich doświadczeń wynika- stosunkowo często objawia się przerostem formy nad treścią (choć nigdy mi się nie zdarzyła aż taka dramatyczna forma)
i zawsze wtedy tęsknię za zwykłymi rzemieślnikami, którzy z kunsztem i pełnym profesjonalizmem nie tylko wykonują swoje dzieło, ale wiedzą co to obsługa klienta.Ps. Ponieważ otrzymuję zapytania czy to NAPRAWDĘ się zdarzyło i tak się odbyło,
odpowiadam TAK. Zaraz po wyjściu z salonu spisałam cytaty (aby niczego nie nadinterpretować), natomiast całość spisałam następnego dnia gdy już ochłonęłam:)

Udostępnij wpis znajomym

  • Ostatnio tez miałam nieprzyjemna sytuacje, z szefem fitnessu. Szkoda życia na takich ludzi, wszyscy jesteśmy do zastąpienia – więc ja będę ich unikać i trzymać się tych kulturalnych miejsc.